Z trudem zwlekamy się z łóżka i zaczynamy naszą Wielką Wojnę Gazową. Chodzi o to:

i jeszcze z bliska:

Telefonowanie po kolei:
- Gazownia. Pani miła, nawet mieszka w bloku obok, ale zdecydowanie twierdzi, że za usunięcie frywolnej artystycznej działalności rurkowo-kolankowej odpowiada spółdzielnia.
- Spółdzielnia - dział techniczny. Ja tu Panie od wodomierzy, jest firma, oni się tym zajmują.
- Firma gazowa - My tu i owszem robimy takie cuda, ale wszystko na zlecenie spółdzielni, oni są właścicielami sieci. Koszt poniesie Pan, chyba, że administracja stwierdzi inaczej, tj. że to nieudolny montaż licznika. Skontaktujemy się z Panem po telefonie do Kierownika działu technicznego spółdzielni.
- Firma gazowa [łans ege:n] - Pani "właśnie dzwoniła... i miała oddzwonić": Tak i owszem, przeróbka na koszt lokatora, bo to nie ich wina.
- Kierownik działu technicznego spółdzielni:
- Wszelkie przeróbki na koszt lokatora.
- Ale przecieżto wina montażu, że jest takie cudo.
- A to nie wiadomo, kto to i co zrobił.
- Ale tam mieszkała tylko starsza kobieta i sama tego nie zrobiłą, ani sobie nie zażyczyła.
- Tego, że tam w papierach jest babcia, to nie mówi, kto tam mieszkał i co zrobił.
- Przecież to ewidentnie niekompetencja montera.
- To jak przyjdziFule gazownik i uzna, że to niepoprawna instalacja, to może pan dostać karę za to.
- Ale przecież to ze zlecenia spółdzielni coś takiego powstało.
- To lokator odpowiada za instalację.
- Czyli mogę to przerobić na własny koszt?
- Tak, ale jeśli pan to zrobi bez wiedzy spółdzielni, to panu mogą odciąć gaz.
- Czyli kto jest właścicielem instalacji?
- Lokator.
- To dlaczego potrzebuję zgody na to, by coś z nią zrobić i to od spółdzielni a nie od gazowni?
- ....
Więcej komentarza nie trzeba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz